piątek, 30 listopada 2012

Monster, pingwiny i ja

wieczór matki i dziecka:
matka sprząta z grubsza, robi kolację, wyjmuje pranie,
słucha jednym uchem, ale uważnie, czasem skrobnie coś szybko w notesie,
żeby nie uleciało z zawodnej pamięci,
później przestuka to na bloga, żeby Małe kiedyś przeczytało,

Małe ma słowotok, sypie cytatami, aż po zadyszkę i czkawkę,
(skąd jej się to bierze? matka musi jej ograniczyć bajki, koniecznie!)

- "Cztery kroki, żeby zostać laską"...
No błagam... Albo się z tym rodzisz albo nie!

-------------------------
- wtapiać się! wtapiać!

-------------------------
- O stary, bateria pada, lecę rozruszać tę budę, jeje jeje jeeeeee!

------------------------------
- hej, nie trybię tego, aaaa, chodzi o tajne zebranie (....)
no to narka, ziooooom

i tak tysiąc pięćset razy w kółko, bez żadnej przerwy

po czym na koniec:

Mąż:   Ona idzie jutro do przedszkola?
Ja:   Nie
Dziecko (śpiewająco):   Alleluuuja! Alleluuuja!

a wieczorem, kiedy już zaśnie, matka wisi nad dzieckiem, słucha ciszy
i myśli, że jutro, już jutro, znów będzie mogła wsłuchać się w słodki szczebiot,
i się cieszy :)

czwartek, 29 listopada 2012

melduję, że plan wykonany

no, jakieś 95% :)))

a najmilsze było ubieranie łosia
łoś, póki co, goły




























i już!
gotowy na inwazję małych rączek
łoś ubrany
























ufff, zdażyłam w samą porę.

piątek, 23 listopada 2012

nienienienienie i jeszcze raz nieee...

dziecko mam od wczorajszego wieczora marudne
i płaczliwe
coś sie wykluwa? choróbsko jakieś?

mój pracowity urlop diabli wezmą?
szlag!

czwartek, 22 listopada 2012

plany, ach plany

jeszcze tylko piątek,
a potem sobota - do południa balet w Mieście Wojewódzkim,
potem jeszcze tylko niedzielny obiad u Babci,
i wreszcie urlop, całe dwa dni,
będę:
- wymiatać koty z kątów,
- gotować,
- wysyłać i odbierać dziecko z przedszkola,
- przygotowywać niespodziankowy kalendarz adwentowy,
- wyrzucać niepotrzebne graty i szmaty z szaf,
- pić kawusię,
- obmyślać nowe plany,
- spisywać listy zakupów świątecznych,
- słuchać Trójeczki,
- robić masę innych fajnych rzeczy.

aż mi się gębula śmieje na samą myśl o tym zapierniczaniu,
jak to mało człowiekowi potrzeba do szczęścia :)

środa, 21 listopada 2012

pracowe matek rozmowy

- moje dziecko chce zwierzątko, ale już kiedyś mieliśmy chomika i, jak zdechł,
to była tragedia, kiedy powiedzieliśmy mu, że chomik umarł
- u nas kiedyś zmarł sąsiad i musiałam tłumaczyć, że jest teraz u bozi,
mały nie potrafił zrozumieć gdzie ta bozia, przecież mieszka w kościółku,
to w końcu gdzie jest ten pan?
- ja zawsze odwracam uwagę, zmieniam temat...
- a ja - uznałam, że pora sie odezwać - ja to lubię takie rozmowy...
już tak mam - zawsze pod prąd...
- żartujesz.
- nie, czemu? lubię kiedy zadaje pytania, uwielbiam patrzeć jak dobiera słowa,
czekam, słucham, obserwuję jej rozumowanie, naprawdę to lubię 

no właśnie, muszę znaleźć swoje zapiski z rozmowy pt "skąd się wzięłam",
to było ciekawe doswiadczenie, o śmierć jeszcze nie pytała, o narodziny i owszem

a tu fotka, trochę spóźniona ale całkiem a propos

 w roli dyń pomarańcze

piątek, 19 października 2012

już nawet nie wiem jaki nadać temu tytuł ;)

tak mniej więcej wyglądają nasze rozmowy przed wieczorną kąpielą
- no szybko, rozbieraj się już - poganiam jak zawsze
- dobra, już, już, tylko nie patrz na moją pupę!
- dlaczego? stało się coś? - już mi miga czerwona lampka, bo zwykle dostaję ją do wycałowania i wyszczypania, to na pewno jakiegoś siniaka ukrywa
- nie, nie, tyłeczek jak nowy :)))) - i już się chichra
nie wiem do końca o co chodziło, bo po chwili obie wpadamy w głupawkę, wyjąc w kółko dwie linijki piosenki, bo wiecej nie pamiętamy:
- Julijan, Julijan, on twardy jest jak głaz
- jedziemy, Panie, ciut za wolno, trzeba wcisnąć ga-az!!!
tylko nie wiem, czemu Mąż patrzy na nas z taką dziwną miną :)

piątek, 12 października 2012

o mostów niepaleniu i wespół w zespół kochaniu

w życiu Duśki pojawił się nowy chłopak
- powiem ci sekret, zakochałam się w Michale, i Oliwka, i Majka też - napluła mi do ucha scenicznym szeptem, wcześniej przekazała go Babci, a później, również w największej tajemnicy, Tacie.
- a co z Tomkiem? - zaniepokoiłam się trochę, bo zdążyłam go już polubić
- nic
- nie powiedziałaś mu??? żeby mu tylko przykro nie było
- nie, później Michał wybierze, którą z nas kocha iii...
- no dobra, ale Tomek... - ciągnęłam uparcie, czując, że fascynuje mnie ta rozmowa
- ...i, jak mnie nie wybierze, to będę dalej kochać Tomka.

a nie, to luzik :)

środa, 10 października 2012

nauka nie idzie w las?

zdarzył nam się w rodzinie pogrzeb,
żeby Córka miała już jakieś pojęcie o obrzędach, zabralismy ją ze sobą na całą
uroszystosć pogrzebową, bo w końcu duża jest.
to było w piątek,

w niedzielny poranek, gdy ja próbuję jeszcze trochę pospać,
a Mała łazi mi po glowie - Mąż w pokoju obok lata po kanałach,
w pewnym momencie dobiega nas z tv fragment mszy,
- słyszysz, msza jest? ty mi tu nie czortuj, tylko leć sie modlić - mówię do Małej
- a kto umarł? - pyta Ona.

poniedziałek, 8 października 2012

zi-hi-mno mi

lubię wczesną jesień z jej niezdecydowaniem
między jasnym ciepłem południa a mglistym chłodem poranka,
lubię deszcz kasztanów i promienie niskiego słońca,
przygaszone i spokojne,
jeszcze grzyby lubię, i kolory i zapachy.

i na tym moje lubienie jesieni się kończy, wraz z końcem września,
nie lubię zimnych i ciemnych dni,
a na jesień w wersji luksusowej tj. koc+książka+herbata+Trójka
jeszcze nie mogę sobie pozwolić za sprawą, wiadomo, Córci :)
(marzą mi się wieczory jesienno-zimowe, kiedy usiądziemy ramię w ramię,
pod wspólnym kocem, zatopione każda w swojej lekturze :))

póki co zapalamy zapachowe świece a koce przerabiamy na przytulne domki,
próbuję sobie przypomnieć co robiłyśmy rok temu o tej samej porze
i jeśli mnie pamięć nie myli, najchętniej urzędowałyśmy w kuchni, piekąc słodkości
trzeba by wrócić do tej tradycji i wygonić chłód i wilgoć brrrrrrrr........

byle do maja..

wtorek, 25 września 2012

dostało mi się

byłam na przeglądzie podwozia,
po pięciu latach unikania tematu, z wielkim bólem, i tylko dlatego,
że Mama (tzn. "Babcia") mnie zapisała, zrobiłam cytologię
lekarka ostro mnie ochrzaniła, kończąc słowami:
- kobiety, które się nie badają, mogę określić jednym słowem: egoistki,
a ich dzieci zostają później sierotami.
w duchu przyznałam jej rację, ale co ja zrobię, że tak nie lubię badań,
na lekarzy się nie skarżę, bo dotąd nieźle trafiałam (a trochę tego było),
ale badania? brrrrr!

ps. przyszedł strój na balet :) i nawet nie różowy, czarny! jest piękny i się podoba, ha!
(oczywiście jako dodatkowy, bo różowy też ma być, cóż, z gustem pięciolatki
się nie dyskutuje, idę więc szukać czegoś używanego na allegro)

i na koniec fotka już archiwalna bo sprzed dwóch lat (ot tak a propos tańców :))