sobota, 26 stycznia 2013

zestaw śniadaniowy

Mąż: - Duśka, chodź na śniadanie
Daria:- nie mogę, mam tu ciekawą bajkę
M: - chodź, bo się spóźnimy
D: - dajcie mi tu talerz z kanapkami, herbatę i mamę do przytulania

wtorek, 22 stycznia 2013

na zakupach


a było tak:
wędrujemy sobie nieśpiesznie między półkami,
i spotykamy znajomych, a jakże, bo gdzie jeśli nie w takim np.: tesco czy biedronce
można ujrzeć najwięcej znajomych twarzy w niedzielne przedpołudnie?
w pewnym momencie stajemy twarzą w twarz z moim eks-ginekologiem,
którego nie widziałam ze sto lat
(eks- wcale nie dlatego, że nie chodzę, ale dlatego, że z mojego osobistego
zrobił się nie wiadomo po co bliskim znajomym Męża,
byłam zmuszona poszukać sobie innego lekarza),
witamy sie więc, cześć, dzień dobry, facet skleja z Młodą żółwika,
jeszcze dwa słowa i każdy odwraca sie w swoja stronę celem kontynuowania
wędrówki, i w tym samym momencie nasze grzeczne, na pozór, dziecko,
gromko oznajmia:
-EJ, NIE ZNAM TEGO KOLESIA

gdybym mogła
zapadłabym się pod ziemię,
i pociągnęła tę wredną małpkę za sobą,

dobrze, że nie słyszał,
wiem to na pewno.

a może słyszał? eee, nie...
a jeśli...?

sobota, 19 stycznia 2013

sezon na księżniczki i strażaków czyli na choinkę marsz

Młoda została królową balu na przedszkolnej choince,
była Meridą, przyznaję, całkiem udaną - po nocy w papilotach,
swoją drogą, jak to jest, że dla urody poświęcają się już małe dziewczynki,
no może ona sama za bardzo się nie poświęcała, bo noc przespała jak aniołek,
to raczej ja pół nocy nasłuchiwałam czy się w tych papilotach nie męczy,
ale do rzeczy, o tej królowej nawet bym nie wiedziała,
gdyby w szatni nie poinformowała mnie jedna z matek,
bo ja na choince nie byłam,
taki był zamysl nauczycielek, żeby było bez rodziców,
dzieci się wtedy lepiej bawią, jest luźniej itd,
i słusznie, nie zapomnę zeszłorocznej, kiedy Duśka całą zabawę
spędziła przyklejona do mojej nogi, ze łzami w oczach pilnując, żebym jej nie zostawiła,
i na nic byly zapewnienia, że nigdzie sie bez niej nie wybieram,
na sali panował taki tłok, że ciężko było się wyminąć, a co tu mówić o jakichś wygibasach
zmarnowana szansa na dobrą zabawę i tyle.

ale rodzice nie byliby sobą, gdyby nie przybyli,
tłumnie,
czuję więc mały wyrzut sumienia, choć tak naprawdę czy to ja powinnam czuć się winna?
kiedy to się tak porobiło? jak gospodarz nie zaprasza to nie idę, tak?
w tym wypadku przedszkole było gospodarzem i konkretnie i wprost mówiło:
w tym roku robimy tak i tak,
no nic, czasy sę jak widać zmieniają, ludzie też,

ale mialo być o tym, jaka jestem z Niej dumna,
i nie mogę się doczekać zdjęć, żeby sobie popatrzeć
i, jak siebie znam, łzę obetrzeć, bo samą monarchinię
całe to królowanie mało obeszło.....

----------------
z ostatniej chwili:
- mamo! masz gąską skórkę!

wtorek, 1 stycznia 2013

żeby ten nowy był co najmniej tak samo dobry

czy można zacząć rok lepiej?
skończyłam książkę, przede mną stos świeżych, nieczytanych,
dziecko najedzone, wyspane, w wyśmienitym humorze,
święta w zasadzie już odespane i odpoczęte,
lodówka jeszcze pełna,
choinka wprawdzie lekko się sypie, ale wciąż wygląda pięknie,
obok filiżanka parującej kawy,
a z głośników sączy się dobra muzyka
trójkowy Top Wszechczasów, co na pierwszym?
obstawiam Brothers In Arms Dire Straits, Mąż nie dał się wciągnąć w zakład,
szkoda :)

a  wszystkim Czytaczom życzę Szczęśliwego 2013 Roku!!!

piątek, 30 listopada 2012

Monster, pingwiny i ja

wieczór matki i dziecka:
matka sprząta z grubsza, robi kolację, wyjmuje pranie,
słucha jednym uchem, ale uważnie, czasem skrobnie coś szybko w notesie,
żeby nie uleciało z zawodnej pamięci,
później przestuka to na bloga, żeby Małe kiedyś przeczytało,

Małe ma słowotok, sypie cytatami, aż po zadyszkę i czkawkę,
(skąd jej się to bierze? matka musi jej ograniczyć bajki, koniecznie!)

- "Cztery kroki, żeby zostać laską"...
No błagam... Albo się z tym rodzisz albo nie!

-------------------------
- wtapiać się! wtapiać!

-------------------------
- O stary, bateria pada, lecę rozruszać tę budę, jeje jeje jeeeeee!

------------------------------
- hej, nie trybię tego, aaaa, chodzi o tajne zebranie (....)
no to narka, ziooooom

i tak tysiąc pięćset razy w kółko, bez żadnej przerwy

po czym na koniec:

Mąż:   Ona idzie jutro do przedszkola?
Ja:   Nie
Dziecko (śpiewająco):   Alleluuuja! Alleluuuja!

a wieczorem, kiedy już zaśnie, matka wisi nad dzieckiem, słucha ciszy
i myśli, że jutro, już jutro, znów będzie mogła wsłuchać się w słodki szczebiot,
i się cieszy :)

czwartek, 29 listopada 2012

melduję, że plan wykonany

no, jakieś 95% :)))

a najmilsze było ubieranie łosia
łoś, póki co, goły




























i już!
gotowy na inwazję małych rączek
łoś ubrany
























ufff, zdażyłam w samą porę.

piątek, 23 listopada 2012

nienienienienie i jeszcze raz nieee...

dziecko mam od wczorajszego wieczora marudne
i płaczliwe
coś sie wykluwa? choróbsko jakieś?

mój pracowity urlop diabli wezmą?
szlag!

czwartek, 22 listopada 2012

plany, ach plany

jeszcze tylko piątek,
a potem sobota - do południa balet w Mieście Wojewódzkim,
potem jeszcze tylko niedzielny obiad u Babci,
i wreszcie urlop, całe dwa dni,
będę:
- wymiatać koty z kątów,
- gotować,
- wysyłać i odbierać dziecko z przedszkola,
- przygotowywać niespodziankowy kalendarz adwentowy,
- wyrzucać niepotrzebne graty i szmaty z szaf,
- pić kawusię,
- obmyślać nowe plany,
- spisywać listy zakupów świątecznych,
- słuchać Trójeczki,
- robić masę innych fajnych rzeczy.

aż mi się gębula śmieje na samą myśl o tym zapierniczaniu,
jak to mało człowiekowi potrzeba do szczęścia :)

środa, 21 listopada 2012

pracowe matek rozmowy

- moje dziecko chce zwierzątko, ale już kiedyś mieliśmy chomika i, jak zdechł,
to była tragedia, kiedy powiedzieliśmy mu, że chomik umarł
- u nas kiedyś zmarł sąsiad i musiałam tłumaczyć, że jest teraz u bozi,
mały nie potrafił zrozumieć gdzie ta bozia, przecież mieszka w kościółku,
to w końcu gdzie jest ten pan?
- ja zawsze odwracam uwagę, zmieniam temat...
- a ja - uznałam, że pora sie odezwać - ja to lubię takie rozmowy...
już tak mam - zawsze pod prąd...
- żartujesz.
- nie, czemu? lubię kiedy zadaje pytania, uwielbiam patrzeć jak dobiera słowa,
czekam, słucham, obserwuję jej rozumowanie, naprawdę to lubię 

no właśnie, muszę znaleźć swoje zapiski z rozmowy pt "skąd się wzięłam",
to było ciekawe doswiadczenie, o śmierć jeszcze nie pytała, o narodziny i owszem

a tu fotka, trochę spóźniona ale całkiem a propos

 w roli dyń pomarańcze