wtorek, 1 stycznia 2013

żeby ten nowy był co najmniej tak samo dobry

czy można zacząć rok lepiej?
skończyłam książkę, przede mną stos świeżych, nieczytanych,
dziecko najedzone, wyspane, w wyśmienitym humorze,
święta w zasadzie już odespane i odpoczęte,
lodówka jeszcze pełna,
choinka wprawdzie lekko się sypie, ale wciąż wygląda pięknie,
obok filiżanka parującej kawy,
a z głośników sączy się dobra muzyka
trójkowy Top Wszechczasów, co na pierwszym?
obstawiam Brothers In Arms Dire Straits, Mąż nie dał się wciągnąć w zakład,
szkoda :)

a  wszystkim Czytaczom życzę Szczęśliwego 2013 Roku!!!

piątek, 30 listopada 2012

Monster, pingwiny i ja

wieczór matki i dziecka:
matka sprząta z grubsza, robi kolację, wyjmuje pranie,
słucha jednym uchem, ale uważnie, czasem skrobnie coś szybko w notesie,
żeby nie uleciało z zawodnej pamięci,
później przestuka to na bloga, żeby Małe kiedyś przeczytało,

Małe ma słowotok, sypie cytatami, aż po zadyszkę i czkawkę,
(skąd jej się to bierze? matka musi jej ograniczyć bajki, koniecznie!)

- "Cztery kroki, żeby zostać laską"...
No błagam... Albo się z tym rodzisz albo nie!

-------------------------
- wtapiać się! wtapiać!

-------------------------
- O stary, bateria pada, lecę rozruszać tę budę, jeje jeje jeeeeee!

------------------------------
- hej, nie trybię tego, aaaa, chodzi o tajne zebranie (....)
no to narka, ziooooom

i tak tysiąc pięćset razy w kółko, bez żadnej przerwy

po czym na koniec:

Mąż:   Ona idzie jutro do przedszkola?
Ja:   Nie
Dziecko (śpiewająco):   Alleluuuja! Alleluuuja!

a wieczorem, kiedy już zaśnie, matka wisi nad dzieckiem, słucha ciszy
i myśli, że jutro, już jutro, znów będzie mogła wsłuchać się w słodki szczebiot,
i się cieszy :)

czwartek, 29 listopada 2012

melduję, że plan wykonany

no, jakieś 95% :)))

a najmilsze było ubieranie łosia
łoś, póki co, goły




























i już!
gotowy na inwazję małych rączek
łoś ubrany
























ufff, zdażyłam w samą porę.

piątek, 23 listopada 2012

nienienienienie i jeszcze raz nieee...

dziecko mam od wczorajszego wieczora marudne
i płaczliwe
coś sie wykluwa? choróbsko jakieś?

mój pracowity urlop diabli wezmą?
szlag!

czwartek, 22 listopada 2012

plany, ach plany

jeszcze tylko piątek,
a potem sobota - do południa balet w Mieście Wojewódzkim,
potem jeszcze tylko niedzielny obiad u Babci,
i wreszcie urlop, całe dwa dni,
będę:
- wymiatać koty z kątów,
- gotować,
- wysyłać i odbierać dziecko z przedszkola,
- przygotowywać niespodziankowy kalendarz adwentowy,
- wyrzucać niepotrzebne graty i szmaty z szaf,
- pić kawusię,
- obmyślać nowe plany,
- spisywać listy zakupów świątecznych,
- słuchać Trójeczki,
- robić masę innych fajnych rzeczy.

aż mi się gębula śmieje na samą myśl o tym zapierniczaniu,
jak to mało człowiekowi potrzeba do szczęścia :)

środa, 21 listopada 2012

pracowe matek rozmowy

- moje dziecko chce zwierzątko, ale już kiedyś mieliśmy chomika i, jak zdechł,
to była tragedia, kiedy powiedzieliśmy mu, że chomik umarł
- u nas kiedyś zmarł sąsiad i musiałam tłumaczyć, że jest teraz u bozi,
mały nie potrafił zrozumieć gdzie ta bozia, przecież mieszka w kościółku,
to w końcu gdzie jest ten pan?
- ja zawsze odwracam uwagę, zmieniam temat...
- a ja - uznałam, że pora sie odezwać - ja to lubię takie rozmowy...
już tak mam - zawsze pod prąd...
- żartujesz.
- nie, czemu? lubię kiedy zadaje pytania, uwielbiam patrzeć jak dobiera słowa,
czekam, słucham, obserwuję jej rozumowanie, naprawdę to lubię 

no właśnie, muszę znaleźć swoje zapiski z rozmowy pt "skąd się wzięłam",
to było ciekawe doswiadczenie, o śmierć jeszcze nie pytała, o narodziny i owszem

a tu fotka, trochę spóźniona ale całkiem a propos

 w roli dyń pomarańcze

piątek, 19 października 2012

już nawet nie wiem jaki nadać temu tytuł ;)

tak mniej więcej wyglądają nasze rozmowy przed wieczorną kąpielą
- no szybko, rozbieraj się już - poganiam jak zawsze
- dobra, już, już, tylko nie patrz na moją pupę!
- dlaczego? stało się coś? - już mi miga czerwona lampka, bo zwykle dostaję ją do wycałowania i wyszczypania, to na pewno jakiegoś siniaka ukrywa
- nie, nie, tyłeczek jak nowy :)))) - i już się chichra
nie wiem do końca o co chodziło, bo po chwili obie wpadamy w głupawkę, wyjąc w kółko dwie linijki piosenki, bo wiecej nie pamiętamy:
- Julijan, Julijan, on twardy jest jak głaz
- jedziemy, Panie, ciut za wolno, trzeba wcisnąć ga-az!!!
tylko nie wiem, czemu Mąż patrzy na nas z taką dziwną miną :)

piątek, 12 października 2012

o mostów niepaleniu i wespół w zespół kochaniu

w życiu Duśki pojawił się nowy chłopak
- powiem ci sekret, zakochałam się w Michale, i Oliwka, i Majka też - napluła mi do ucha scenicznym szeptem, wcześniej przekazała go Babci, a później, również w największej tajemnicy, Tacie.
- a co z Tomkiem? - zaniepokoiłam się trochę, bo zdążyłam go już polubić
- nic
- nie powiedziałaś mu??? żeby mu tylko przykro nie było
- nie, później Michał wybierze, którą z nas kocha iii...
- no dobra, ale Tomek... - ciągnęłam uparcie, czując, że fascynuje mnie ta rozmowa
- ...i, jak mnie nie wybierze, to będę dalej kochać Tomka.

a nie, to luzik :)

środa, 10 października 2012

nauka nie idzie w las?

zdarzył nam się w rodzinie pogrzeb,
żeby Córka miała już jakieś pojęcie o obrzędach, zabralismy ją ze sobą na całą
uroszystosć pogrzebową, bo w końcu duża jest.
to było w piątek,

w niedzielny poranek, gdy ja próbuję jeszcze trochę pospać,
a Mała łazi mi po glowie - Mąż w pokoju obok lata po kanałach,
w pewnym momencie dobiega nas z tv fragment mszy,
- słyszysz, msza jest? ty mi tu nie czortuj, tylko leć sie modlić - mówię do Małej
- a kto umarł? - pyta Ona.

poniedziałek, 8 października 2012

zi-hi-mno mi

lubię wczesną jesień z jej niezdecydowaniem
między jasnym ciepłem południa a mglistym chłodem poranka,
lubię deszcz kasztanów i promienie niskiego słońca,
przygaszone i spokojne,
jeszcze grzyby lubię, i kolory i zapachy.

i na tym moje lubienie jesieni się kończy, wraz z końcem września,
nie lubię zimnych i ciemnych dni,
a na jesień w wersji luksusowej tj. koc+książka+herbata+Trójka
jeszcze nie mogę sobie pozwolić za sprawą, wiadomo, Córci :)
(marzą mi się wieczory jesienno-zimowe, kiedy usiądziemy ramię w ramię,
pod wspólnym kocem, zatopione każda w swojej lekturze :))

póki co zapalamy zapachowe świece a koce przerabiamy na przytulne domki,
próbuję sobie przypomnieć co robiłyśmy rok temu o tej samej porze
i jeśli mnie pamięć nie myli, najchętniej urzędowałyśmy w kuchni, piekąc słodkości
trzeba by wrócić do tej tradycji i wygonić chłód i wilgoć brrrrrrrr........

byle do maja..