pamiętam, jak dawno temu, kiedy byłam w wieku 9-10 lat,
więc coś koło wieku mojej Córki teraz,
mój Ojciec, jak prawie każdy przeciętny ojciec w tamtych czasach,
ubijał w łazience karpia, słusznie schowany przed naszym (moim i Mamy) wzrokiem.
w tamtych czasach nikt się w humanitaryzm nie bawił.
i chyba nie było w nas dużej wiary w umiejętności Taty,
skoro siedziąc schowane w drugim pokoju skleciłyśmy wierszyk:
lała sie krew z karpika małego,
więcej było krwi niż jego samego
jak teraz o tym myślę, to to jednak straszne było :)
środa, 29 listopada 2017
wtorek, 27 października 2015
co ty nie powiesz ;)
***
kiedyś kupiliście orzeszki z chili, pamiętasz?- rozmarza się -
- dobre były, takie czilowe.
***
widząc w moich rękach 3. tom serii, stwierdza:
- o, jesteś na trzecim poziomie.
(taa, levelu :)).
***
nieprawda, kiedyś już zjadłam 4 parówki - zaczyna rozważania,
gdy upieram się by zjadła coś zdrowszego - zjadłam trzy w dzieeeń
i wtedy tata mi przyniósł taką pyszną paróweczkę... wieczorną...
z jajeczkiem... - to była czwarta parówka.
***
Maks! rozprzestrzeniaj się! - nakazuje psu luzując smycz.
***
- jak to wyszło, że ty, która nigdy do niczego się nie zgłaszasz,
będziesz mówiła wiersz na akademii?
- chyba niechcący podniosłam rękę.
***
jesteś zdrowa? - raczej tak sobie, moim zdaniem -
rozstrzyga nie czekając na odpowiedź.
***
czy ty czasem oddychasz?
bo cały czas nawijasz.
JA?!
kiedyś kupiliście orzeszki z chili, pamiętasz?- rozmarza się -
- dobre były, takie czilowe.
***
widząc w moich rękach 3. tom serii, stwierdza:
- o, jesteś na trzecim poziomie.
(taa, levelu :)).
***
nieprawda, kiedyś już zjadłam 4 parówki - zaczyna rozważania,
gdy upieram się by zjadła coś zdrowszego - zjadłam trzy w dzieeeń
i wtedy tata mi przyniósł taką pyszną paróweczkę... wieczorną...
z jajeczkiem... - to była czwarta parówka.
***
Maks! rozprzestrzeniaj się! - nakazuje psu luzując smycz.
***
- jak to wyszło, że ty, która nigdy do niczego się nie zgłaszasz,
będziesz mówiła wiersz na akademii?
- chyba niechcący podniosłam rękę.
***
jesteś zdrowa? - raczej tak sobie, moim zdaniem -
rozstrzyga nie czekając na odpowiedź.
***
czy ty czasem oddychasz?
bo cały czas nawijasz.
JA?!
czwartek, 2 lipca 2015
taka sytuacja
popołudnie, córka na rolkach - dzwoni:
- mamoooo?! - a czemuż ona tak krzyczy... - a ja mogę pojechać na ścieżkę rowerową
z Gabrysią i Karoliną? prooooszę...
- a gdzie wy jesteście???
- koło apteki...
- to jedź, tylko uważajcie przez ulicę, przejeżdżaj tylko po pasach
i wtedy gdy nie będzie kompletnie nic jechało, dobrze?
- .......
- dobrze?!
- co mówiłaś?! mamo! mów głośniej, nic nie słyszę, bo tu dużo samochodów jeździ!
- mamoooo?! - a czemuż ona tak krzyczy... - a ja mogę pojechać na ścieżkę rowerową
z Gabrysią i Karoliną? prooooszę...
- a gdzie wy jesteście???
- koło apteki...
- to jedź, tylko uważajcie przez ulicę, przejeżdżaj tylko po pasach
i wtedy gdy nie będzie kompletnie nic jechało, dobrze?
- .......
- dobrze?!
- co mówiłaś?! mamo! mów głośniej, nic nie słyszę, bo tu dużo samochodów jeździ!
piątek, 29 maja 2015
psina ma...
... już pół roku,
wielkie serce,
niezłomny charakter,
ogromną, absolutną wręcz, wiarę we własne siły
oraz przekonanie, że może wszystko
i jeśli tylko dobrze się zaprze łapkami i mocno uchwyci różek wełnianego,
długiego na trzy metry, chodnika, to NA PEWNO da radę zaciągnąć go do legowiska,
i to jeszcze tak (tu następuje szybki rzut oka), żeby nikt nie zauważył,
a jeśli jeszcze na niego powarczy i obszczeka to już nie ma mowy,
musi się udać.
ponadto wita nas szaleńczą radością,
i nie ma znaczenia czy byliśmy poza domem pół dnia
czy raptem 5 minut - tyle ile trwa wyniesienie śmieci,
radość zawsze jest taka sama,
od czubka nosa po koniec ogona.
jest przyjacielem, psychoterapeutą, ciepłym pluszakiem,
dopełnieniem domu :)
wielkie serce,
niezłomny charakter,
ogromną, absolutną wręcz, wiarę we własne siły
oraz przekonanie, że może wszystko
i jeśli tylko dobrze się zaprze łapkami i mocno uchwyci różek wełnianego,
długiego na trzy metry, chodnika, to NA PEWNO da radę zaciągnąć go do legowiska,
i to jeszcze tak (tu następuje szybki rzut oka), żeby nikt nie zauważył,
a jeśli jeszcze na niego powarczy i obszczeka to już nie ma mowy,
musi się udać.
ponadto wita nas szaleńczą radością,
i nie ma znaczenia czy byliśmy poza domem pół dnia
czy raptem 5 minut - tyle ile trwa wyniesienie śmieci,
radość zawsze jest taka sama,
od czubka nosa po koniec ogona.
jest przyjacielem, psychoterapeutą, ciepłym pluszakiem,
dopełnieniem domu :)
czwartek, 18 grudnia 2014
jeszcze tylko tydzień...
i będzie nas o:
- trochę ponad kilogram,
- jedną łepetynę,
- cztery łapy,
- dużo sierścio-włosów,
- i jedno małe serduszko
więcej :)
piątek, 5 grudnia 2014
renifer na smyczy ...
listy do Mikołaja napisane?
bo nasz tak!
... materializm w czystej postaci,
niestety, gdybyśmy chcieli zawrzeć w nim głębsze treści
- nocy by nie starczyło na pisanie literek :)
a tak, same konkrety:
powiem na ucho, że jeden z prezentów, który pojawi się na bank, troszeczkę przypomina
zwierzątko z załączonego obrazka (z dużym przymrużeniem oka - jakby zabrać różki),
jeszcze sobie spokojnie rośnie przy mamusi, a już za trzy tygodnie będzie z nami,
córka niczego nieświadoma, za to myyyyy....
JUŻ SIĘ NIE MOŻEMY DOCZEKAĆ!!!!
ale o tym na razie sza.....
(Max mu będzie na imię :))
bo nasz tak!
... materializm w czystej postaci,
niestety, gdybyśmy chcieli zawrzeć w nim głębsze treści
- nocy by nie starczyło na pisanie literek :)
a tak, same konkrety:
powiem na ucho, że jeden z prezentów, który pojawi się na bank, troszeczkę przypomina
zwierzątko z załączonego obrazka (z dużym przymrużeniem oka - jakby zabrać różki),
jeszcze sobie spokojnie rośnie przy mamusi, a już za trzy tygodnie będzie z nami,
córka niczego nieświadoma, za to myyyyy....
JUŻ SIĘ NIE MOŻEMY DOCZEKAĆ!!!!
ale o tym na razie sza.....
(Max mu będzie na imię :))
piątek, 10 października 2014
wreeeeszcie :)
zaskoczył trybik i już wie o co chodzi :)))
czytać się nauczyła!
składa litery!
wreszcie, w końcu i ostatecznie załapała...
cud po prostu....
bo już zaczynałam rwać włosy z głowy...
czytać się nauczyła!
składa litery!
wreszcie, w końcu i ostatecznie załapała...
cud po prostu....
bo już zaczynałam rwać włosy z głowy...
czwartek, 25 września 2014
o przytomności umysłu, bo lepiej późno niż wcale
dosć rzadko chwalę Młodą, bo ostatnio bardzo się rozbisurmaniła
i nie mam okazji... ;)
dlatego po zakończonym remoncie u Babci I., w którym troszkę pomagaliśmy,
dałam głośny wyraz swojemu zadowoleniu z jej zachowania
(nieprzeszkadzania powiedzmy),
na co ona:
- a dostanę nagrodę?
- nagrodę?! dostałaś kasę od babci, ode mnie masz pochwałę.
- pochwałę??? wielka mi rzecz! gdzie ja mam tę pochwałę? -
bezczelnie pokazuje mi puste rączki - no gdzie? gdzie? w pudełeczku jakimś?
- SŁUCHAM?! - aż się zachłysnęłam, bo już mi podniosła ciśnienie,
- tak! mam! w mózgu! - reflektuje się pukając palcem w skroń
no! to rozumiem!
i nie mam okazji... ;)
dlatego po zakończonym remoncie u Babci I., w którym troszkę pomagaliśmy,
dałam głośny wyraz swojemu zadowoleniu z jej zachowania
(nieprzeszkadzania powiedzmy),
na co ona:
- a dostanę nagrodę?
- nagrodę?! dostałaś kasę od babci, ode mnie masz pochwałę.
- pochwałę??? wielka mi rzecz! gdzie ja mam tę pochwałę? -
bezczelnie pokazuje mi puste rączki - no gdzie? gdzie? w pudełeczku jakimś?
- SŁUCHAM?! - aż się zachłysnęłam, bo już mi podniosła ciśnienie,
- tak! mam! w mózgu! - reflektuje się pukając palcem w skroń
no! to rozumiem!
poniedziałek, 15 września 2014
lista osobista
lekcje zrobione...
... co już samo w sobie może stanowić niezły temat na wpis,
bo pierwszoklasistka pała powalającym wręcz entuzjazmem,
kiedyś pisałam o tym jak je, o tu
to teraz wystarczy tylko zamienić widelec na ołówek i mamy gotowy obrazek :)
dziś nie o tym jednak
zatem lekcje zrobione,
aura nie sprzyja wyjściom,
leżymy sobie i słuchamy muzyki,
a lubimy się tak zasłuchać, oj lubimy, ostatnio tym:
1. Lao Che - Hydropiekłowstąpienie
2. Domowe Melodie - Zbyszek
3. Mika - Grace Kelly
4. Jona Lewie - Stop The Cavalry
5. Belle Sebastian - I Want The World To Stop
6. Bob Saker - How Little We Learn Of Love
7. Karmin - Look At Me Now
8. Kowalski - Marian
9. My Little Pony - Mija zima
10. Turbo - Późno już
11. Marc Almond - The Desperate Hours
12. Koniec Świata - Oranżada
13. Clostekeller - Władza
14. Ania Broda - La la li li
i na koniec taaadaaaam:
15. Rada Puchaczy
miło tak sobie leżeć?
miło
kolejność przypadkowa, wszystkie są najulubieńsze,
i jeszcze duuuużo innych.....
... co już samo w sobie może stanowić niezły temat na wpis,
bo pierwszoklasistka pała powalającym wręcz entuzjazmem,
kiedyś pisałam o tym jak je, o tu
to teraz wystarczy tylko zamienić widelec na ołówek i mamy gotowy obrazek :)
dziś nie o tym jednak
zatem lekcje zrobione,
aura nie sprzyja wyjściom,
leżymy sobie i słuchamy muzyki,
a lubimy się tak zasłuchać, oj lubimy, ostatnio tym:
1. Lao Che - Hydropiekłowstąpienie
2. Domowe Melodie - Zbyszek
3. Mika - Grace Kelly
4. Jona Lewie - Stop The Cavalry
5. Belle Sebastian - I Want The World To Stop
6. Bob Saker - How Little We Learn Of Love
7. Karmin - Look At Me Now
8. Kowalski - Marian
9. My Little Pony - Mija zima
10. Turbo - Późno już
11. Marc Almond - The Desperate Hours
12. Koniec Świata - Oranżada
13. Clostekeller - Władza
14. Ania Broda - La la li li
i na koniec taaadaaaam:
15. Rada Puchaczy
miło tak sobie leżeć?
miło
kolejność przypadkowa, wszystkie są najulubieńsze,
i jeszcze duuuużo innych.....
środa, 20 sierpnia 2014
fajnie jest
codzienność z Córką nigdy nie jest zwyczajna,
nie zamieniłabym jej na nic innego;
żadne spokojne popołudnie z książką i kieliszkiem wina,
ani noc przespana w całości w swoim łóżku,
nie dadzą mi tego co daje mi Ona -
mały Kocmołuch - wracający wieczorem z podwórka,
ze stopami jak święta ziemia i łapami tak zimnymi, że ciarki przechodzą,
Mądralińska - ripostująca moje wywody krótkim przeczytałaś to czy sama wymyśliłaś?
czy mała Dziewczynka budząca się w nocy po strrrrasznych opowieściach podwórkowych,
tak koniecznie i natychmiast potrzebująca się przytulić do mamy.
nic nie zastąpi mi wołania pod oknami mamooo/tatoooo rzuć mi kanapkę!!!!
ani podsłuchanych rozmów z koleżeństwem, które naprowadza tabunami do domu,
a my siedząc w kuchni i zapewniając im katering,
chichoczemy z uciechy, tylko tak żeby malolaty nie słyszały.
---------------------------
podczas jednej z zabaw w chowanie i odnajdywanie w domu i na balkonie(!)
petszopków, uslyszelismy razu pewnego kłótnię dziewczyn:
- spadnie! - panikowała Daria
- nie spadnie! naprawdę! nie wchodź na balkon, bo wszystko zobaczysz! -
broniła wstępu koleżanka
- ale spadnie! pokaż mi! - nie ustępowała, coraz bardziej wkurzona, Córka
(właścicielka zabawek)
- nie możesz zobaczyć, ale nie spadnie, nie wchodź!!
i gdy miałam wrażenie, że zaraz dojdzie do rękoczynów, wtrącił swoje trzy grosze kolega,
który też w zabawie uczestniczył, ale dotąd zachowawczo się nie odzywał
(i lepiej żeby tak zostało):
- to znacy.... jest mała sansa.... ze spadnie.....
a niech to licho, o malo nie spadłam z krzesła, trzeba było słyszeć ten spokój w jego głosie :)
potem, oczywiście, działy się znacznie ciekawsze rzeczy, ale tego już nie sposób
opisać słowami innymi, niż te używane w komiksach z rodzaju
TRRRACH!!!! BAMMM!!! BUMMMM!!!
więc tak,
fajnie jest :)
nie zamieniłabym jej na nic innego;
żadne spokojne popołudnie z książką i kieliszkiem wina,
ani noc przespana w całości w swoim łóżku,
nie dadzą mi tego co daje mi Ona -
mały Kocmołuch - wracający wieczorem z podwórka,
ze stopami jak święta ziemia i łapami tak zimnymi, że ciarki przechodzą,
Mądralińska - ripostująca moje wywody krótkim przeczytałaś to czy sama wymyśliłaś?
czy mała Dziewczynka budząca się w nocy po strrrrasznych opowieściach podwórkowych,
tak koniecznie i natychmiast potrzebująca się przytulić do mamy.
nic nie zastąpi mi wołania pod oknami mamooo/tatoooo rzuć mi kanapkę!!!!
ani podsłuchanych rozmów z koleżeństwem, które naprowadza tabunami do domu,
a my siedząc w kuchni i zapewniając im katering,
chichoczemy z uciechy, tylko tak żeby malolaty nie słyszały.
---------------------------
podczas jednej z zabaw w chowanie i odnajdywanie w domu i na balkonie(!)
petszopków, uslyszelismy razu pewnego kłótnię dziewczyn:
- spadnie! - panikowała Daria
- nie spadnie! naprawdę! nie wchodź na balkon, bo wszystko zobaczysz! -
broniła wstępu koleżanka
- ale spadnie! pokaż mi! - nie ustępowała, coraz bardziej wkurzona, Córka
(właścicielka zabawek)
- nie możesz zobaczyć, ale nie spadnie, nie wchodź!!
i gdy miałam wrażenie, że zaraz dojdzie do rękoczynów, wtrącił swoje trzy grosze kolega,
który też w zabawie uczestniczył, ale dotąd zachowawczo się nie odzywał
(i lepiej żeby tak zostało):
- to znacy.... jest mała sansa.... ze spadnie.....
a niech to licho, o malo nie spadłam z krzesła, trzeba było słyszeć ten spokój w jego głosie :)
potem, oczywiście, działy się znacznie ciekawsze rzeczy, ale tego już nie sposób
opisać słowami innymi, niż te używane w komiksach z rodzaju
TRRRACH!!!! BAMMM!!! BUMMMM!!!
więc tak,
fajnie jest :)
wtorek, 10 czerwca 2014
czym pachną wspomnienia?...
ostatnio jestem w melancholijnym nastroju i łatwo się rozklejam,
ale żeby nie było, że tylko na smutno, zdarza mi się wzruszyć z radości,
tych najmilszych doznań dostarcza mi Córka;
zajadając się niedawno kanapką z domowym,
własnoręcznie przeze mnie zrobionym (ha! jak to dumnie brzmi), pasztetem,
ku naszej uciesze, poleciała takim rymem:
- pachną mi świętami
paszteciki mamy...
chlip! chlip! :)
ale żeby nie było, że tylko na smutno, zdarza mi się wzruszyć z radości,
tych najmilszych doznań dostarcza mi Córka;
zajadając się niedawno kanapką z domowym,
własnoręcznie przeze mnie zrobionym (ha! jak to dumnie brzmi), pasztetem,
ku naszej uciesze, poleciała takim rymem:
- pachną mi świętami
paszteciki mamy...
chlip! chlip! :)
niedziela, 1 czerwca 2014
niedziela, 6 kwietnia 2014
nie mogę sie doczekać...
...ciepła tej wiosny,
znów jeździć na wieś,
chodzić od rana do wieczora boso, w stroju kąpielowym,
pić zimne piwo z kieliszka do szampana,
jeść skrzydełka i bagietki z grilla,
słuchać wesołego pokrzykiwania dzieci, plusku wody w basenie
i brzęczenia pszczół w wiśniach i jabłoniach,
puszczać bańki mydlane i rysować kredą esy-floresy na chodniku,
jeść arbuza nic sobie nie robiąc z soku ściekającego po brodzie,
myć ręce w zimnej wodzie ze studni,
patrzeć ze stoickim spokojem na dziecko brudne od czubka nosa po koniuszki pięt,
spotykać się z sąsiadami przez dziurę w siatce,
siedzieć w zimne wieczory przy kominku,
chłonąć
i smakować
śmiać się
i żyć
-------------
jeszcze o zmaganiach z nauką pisania:
Córcia rozwiązuje (ha! ale zaszalałam ) krzyżówkę,
ma wpisać LABORATORIUM, problem pojawia się przy U,
trzeba sobie przypomnieć jak U wygląda, mruczy więc pod nosem:
- d...u...p...a...
i już jest w domu.
znów jeździć na wieś,
chodzić od rana do wieczora boso, w stroju kąpielowym,
pić zimne piwo z kieliszka do szampana,
jeść skrzydełka i bagietki z grilla,
słuchać wesołego pokrzykiwania dzieci, plusku wody w basenie
i brzęczenia pszczół w wiśniach i jabłoniach,
puszczać bańki mydlane i rysować kredą esy-floresy na chodniku,
jeść arbuza nic sobie nie robiąc z soku ściekającego po brodzie,
myć ręce w zimnej wodzie ze studni,
patrzeć ze stoickim spokojem na dziecko brudne od czubka nosa po koniuszki pięt,
spotykać się z sąsiadami przez dziurę w siatce,
siedzieć w zimne wieczory przy kominku,
chłonąć
i smakować
śmiać się
i żyć
-------------
jeszcze o zmaganiach z nauką pisania:
Córcia rozwiązuje (ha! ale zaszalałam ) krzyżówkę,
ma wpisać LABORATORIUM, problem pojawia się przy U,
trzeba sobie przypomnieć jak U wygląda, mruczy więc pod nosem:
- d...u...p...a...
i już jest w domu.
wtorek, 18 lutego 2014
nie ma śmiechu
w wieczór przedwalentynkowy córka doznaje olśnienia:
- ooooo, a ja nie mam nic dla Marcela!
rychło w czas...
ale co tam, kupi się lizaka serduszko i będzie ok,
okazuje się jednak, że serduszko w rozmiarze innym niż XXXL wcale nie tak łatwo jest
u nas znaleźć,
- kupimy zwykłego i też będzie dobrze - śmieje się Mąż,
na co Walentynka reaguje oburzeniem:
- zwykłego? jak to zwykłego? a gdzie tu symbol miłości???
........
ostatecznie lizak w pożądanym kształcie i rozmiarze się znalazł,
córka poszła do szkoły szczęśliwa,
wróciła jeszcze szczęśliwsza z lizakiem od Marcela, tyle że odrobinę większym,
czego ten nie omieszkał jej wypomnieć....
ach, te emocje....
- ooooo, a ja nie mam nic dla Marcela!
rychło w czas...
ale co tam, kupi się lizaka serduszko i będzie ok,
okazuje się jednak, że serduszko w rozmiarze innym niż XXXL wcale nie tak łatwo jest
u nas znaleźć,
- kupimy zwykłego i też będzie dobrze - śmieje się Mąż,
na co Walentynka reaguje oburzeniem:
- zwykłego? jak to zwykłego? a gdzie tu symbol miłości???
........
ostatecznie lizak w pożądanym kształcie i rozmiarze się znalazł,
córka poszła do szkoły szczęśliwa,
wróciła jeszcze szczęśliwsza z lizakiem od Marcela, tyle że odrobinę większym,
czego ten nie omieszkał jej wypomnieć....
ach, te emocje....
czwartek, 2 stycznia 2014
biedroneczka
w momencie największego wysypu miała,
na samych tylko pleckach, 83 kropki.
ospy nie przechodzilismy do tej pory ani Mąż, ani ja,
czekamy więc,
może być wesoło hihi :)
na samych tylko pleckach, 83 kropki.
ospy nie przechodzilismy do tej pory ani Mąż, ani ja,
czekamy więc,
może być wesoło hihi :)
piątek, 20 grudnia 2013
jak pracujemy na świąteczne wspomnienia córki...
wielu z nas, wychowanych w ciężkich czasach prl-u,
zastanawia się czasami co nasze dzieci zapamiętają ze świąt,
że my, mimo wszytko, mieliśmy lepiej,
że chociaż bywało skromnie, to znalismy tylko taką rzeczywistość i było ok,
braki nadrabiali ludzie, nastrój świąteczny, intensywne zapachy i smaki,
że nasze dzieci mają wszystkiego aż nadto, a jednak nie umieją sie cieszyć.
i choć z grubsza się z tym zgadzam to jednak trochę sie buntuję
bo na wspomnienia naszych dzieci pracujemy między innymi my, rodzice,
i muszę powiedzieć, że ja pracuję wyjątkowo ciężko, zwłaszcza w wigilię,
wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki wyruszamy z domu,
elegancko wyszykowani,
ja obowiązkowo w co najmniej dziesięciocentymetrowych szpilkach
(wspominam o nich, bo to kluczowy element akcji),
zamykamy za sobą drzwi, po czym robię efektowny w tył zwrot
i pod pretekstem sprawdzenia czy światła pogaszone/gaz zakręcony/żelazko wyłączone etc.
wracam do domu
- po czym lecę (w tych szpilkach) po taboret,
- sięgam do pawlacza,
- wyciągam pudła i pudełeczka,
- zeskakuję z taboretu (!),
- z pudłami pomykam pod choinkę,
- nadgryzam pierniki dla Mikołaja,
- wypijam mleko (szybko, szybko),
- marchwi dla renifera już nie podołam, śmigam ją przez balkon,
- odsuwam firankę, przestawiam krzesła,
- rzucam czapkę Mikołaja na gałązki choinki (zgupił, gapa)
- zgarniam rysunek-podarek, wrzucam go do pawlacza (z taboretu oczywiście)
- i cała mokra wybiegam
(a wszystko to w szpilkach, ha!),
mrugam do Męża informując go donośnie,
że i owszem, wszystko wyłączone (choć teraz to już głowy za to nie dam),
On w tym czasie stawił czoła setkom pytań czemu jeszcze nie ma mamy?
i czy mogę iść do mamy? i wreszcie ja chcę do maaamy!!
i już możemy ruszać i tworzyć kolejne tradycje,
żeby jak co roku stwierdzić, że warto było, bo mina dziecka na widok spustoszeń poczynionych przez Mikołaja i renifery - bezcenna :)
zastanawia się czasami co nasze dzieci zapamiętają ze świąt,
że my, mimo wszytko, mieliśmy lepiej,
że chociaż bywało skromnie, to znalismy tylko taką rzeczywistość i było ok,
braki nadrabiali ludzie, nastrój świąteczny, intensywne zapachy i smaki,
że nasze dzieci mają wszystkiego aż nadto, a jednak nie umieją sie cieszyć.
i choć z grubsza się z tym zgadzam to jednak trochę sie buntuję
bo na wspomnienia naszych dzieci pracujemy między innymi my, rodzice,
i muszę powiedzieć, że ja pracuję wyjątkowo ciężko, zwłaszcza w wigilię,
wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki wyruszamy z domu,
elegancko wyszykowani,
ja obowiązkowo w co najmniej dziesięciocentymetrowych szpilkach
(wspominam o nich, bo to kluczowy element akcji),
zamykamy za sobą drzwi, po czym robię efektowny w tył zwrot
i pod pretekstem sprawdzenia czy światła pogaszone/gaz zakręcony/żelazko wyłączone etc.
wracam do domu
- po czym lecę (w tych szpilkach) po taboret,
- sięgam do pawlacza,
- wyciągam pudła i pudełeczka,
- zeskakuję z taboretu (!),
- z pudłami pomykam pod choinkę,
- nadgryzam pierniki dla Mikołaja,
- wypijam mleko (szybko, szybko),
- marchwi dla renifera już nie podołam, śmigam ją przez balkon,
- odsuwam firankę, przestawiam krzesła,
- rzucam czapkę Mikołaja na gałązki choinki (zgupił, gapa)
- zgarniam rysunek-podarek, wrzucam go do pawlacza (z taboretu oczywiście)
- i cała mokra wybiegam
(a wszystko to w szpilkach, ha!),
mrugam do Męża informując go donośnie,
że i owszem, wszystko wyłączone (choć teraz to już głowy za to nie dam),
On w tym czasie stawił czoła setkom pytań czemu jeszcze nie ma mamy?
i czy mogę iść do mamy? i wreszcie ja chcę do maaamy!!
i już możemy ruszać i tworzyć kolejne tradycje,
żeby jak co roku stwierdzić, że warto było, bo mina dziecka na widok spustoszeń poczynionych przez Mikołaja i renifery - bezcenna :)
piątek, 13 grudnia 2013
co to ja chciałam...?
już wiem
pozbierać okruszki codzienności z ostatnich miesięcy
1. kiedy miała przytulaśny nastrój
- mamo? poprzytulamy się jak dwa makaronki sklejone w zupie?
2. kiedy miała kryzys czytelniczy a przed spaniem, po jedzeniu,
musiała być jak nadłużej w pionie z powodu refluksu
- a będę mogła leżeć? na leżąco łatwiej mi sie nudzić jak czytasz....
3. kiedy mówię, że pójdziemy na cmentarz
- to tam na labirynty?
4. kiedy nie wierzy rodzicom a musi zostawić na chwilę komputer z otwartą grą
- tylko mi tego nie krzyżuj!
5. kiedy ryczy nie wiedzieć czemu i cieżko z nią wytrzymać
- Daria! drugi raz ryczysz dziś nie wiadomo czego!
- nieee!!! trzeeeeci....
6. kiedy wie, że i tak sie nie zgodzę
- szkoooooda, że dzisiaj nie będzie bagietek czosnkowych...
- dlaczego?
- bo zaraz powiesz, że już późno... i że będę kaszleć w nocy....
- no właśnie, czyli wszystko jasne
- ale maaaamooooo!!!! ja chcę bagietkę!!!!
to do zobaczenia za kolejne 3 miesiące ;)
pozbierać okruszki codzienności z ostatnich miesięcy
1. kiedy miała przytulaśny nastrój
- mamo? poprzytulamy się jak dwa makaronki sklejone w zupie?
2. kiedy miała kryzys czytelniczy a przed spaniem, po jedzeniu,
musiała być jak nadłużej w pionie z powodu refluksu
- a będę mogła leżeć? na leżąco łatwiej mi sie nudzić jak czytasz....
3. kiedy mówię, że pójdziemy na cmentarz
- to tam na labirynty?
4. kiedy nie wierzy rodzicom a musi zostawić na chwilę komputer z otwartą grą
- tylko mi tego nie krzyżuj!
5. kiedy ryczy nie wiedzieć czemu i cieżko z nią wytrzymać
- Daria! drugi raz ryczysz dziś nie wiadomo czego!
- nieee!!! trzeeeeci....
6. kiedy wie, że i tak sie nie zgodzę
- szkoooooda, że dzisiaj nie będzie bagietek czosnkowych...
- dlaczego?
- bo zaraz powiesz, że już późno... i że będę kaszleć w nocy....
- no właśnie, czyli wszystko jasne
- ale maaaamooooo!!!! ja chcę bagietkę!!!!
to do zobaczenia za kolejne 3 miesiące ;)
piątek, 6 grudnia 2013
cóż to dla mistrzunia?
na stronie kolorowanki widnieje wielka litera A,
pod literą rysunki przedmiotów rozpoczynajacych się od tejże,
początkowo nazywanie idzie gładko
- arbuz, agrafka....
po chwili jednak słyszę dukanie
- hy... haaa... aaa...armonia,
- akordeon - poprawiam,
i jak zwykle ubaw mamy gotowy :)
pod literą rysunki przedmiotów rozpoczynajacych się od tejże,
początkowo nazywanie idzie gładko
- arbuz, agrafka....
po chwili jednak słyszę dukanie
- hy... haaa... aaa...armonia,
- akordeon - poprawiam,
i jak zwykle ubaw mamy gotowy :)
wtorek, 10 września 2013
zawsze była pyskata
ale teraz to już przechodzi samą siebie
przeskrobała coś
zamierzam więc wygłosić mowę na temat jej karygodnego zachowania
robię wdech i zaczynam:
- Daria! wiesz co? .....
- nawijaj! - przerywa mój wywód, zanim zdążyłam go rozpocząć...
(... i jeszcze ten cudownie szczery, szczerbaty uśmiech :))
przeskrobała coś
zamierzam więc wygłosić mowę na temat jej karygodnego zachowania
robię wdech i zaczynam:
- Daria! wiesz co? .....
- nawijaj! - przerywa mój wywód, zanim zdążyłam go rozpocząć...
(... i jeszcze ten cudownie szczery, szczerbaty uśmiech :))
poniedziałek, 9 września 2013
grochem o ścianę (garażu)
- mamo, to ja idę na podwórko!
- idź, tylko tak żebym cię widziała, nigdzie nie odchodź, kolacja prawie gotowa,
- dobrze.
powiedziała i poszła, a ja sobie patrzę
i co widzę?
przeszła przez plac zabaw,
przemaszerowała parkingiem
i zniknęła za garażami.
nie zawahała ani przez moment,
nie obejrzała, nic w tej małej głowie nie drgnęło,
po prostu, zwyczajnie mnie olała.
...
- idź, tylko tak żebym cię widziała, nigdzie nie odchodź, kolacja prawie gotowa,
- dobrze.
powiedziała i poszła, a ja sobie patrzę
i co widzę?
przeszła przez plac zabaw,
przemaszerowała parkingiem
i zniknęła za garażami.
nie zawahała ani przez moment,
nie obejrzała, nic w tej małej głowie nie drgnęło,
po prostu, zwyczajnie mnie olała.
...
Subskrybuj:
Posty (Atom)